Od samego początku, wielu
wybitnych ekonomistów przestrzegało przed stworzeniem wspólnej waluty dla
państw europejskich o bardzo zróżnicowanych gospodarkach. Na przestrzeni lat,
liczba eurosceptyków wzrosła, co szczególnie widać w chwili obecnej, gdy to
otwarcie mówi się o potrzebie powrotu do narodowych walut przez państwa strefy
euro. Wydaje się, iż niezbyt realne jest wdrożenie procesu likwidacji Euro w
najbliższym czasie, jednakże jeszcze niedawno byłoby w ogóle nie do pomyślenia,
by mowa o tym była obecna wśród tematów zajmujących opinię publiczną.
źródło: blogcim.wordpress.com
Bowiem aktualnie nawet Niemcy zaczynają
tęsknić za Marką a w marcu powstał ruch społeczny i partia o nazwie Alternatywa
dla Niemiec (AfD), w której skład wchodzą wybitni niemieccy ekonomiści i
profesorowie, głoszący poglądy eurosceptyczne i eurorealistyczne. Proponują, by
w przeciągu kilku lat zlikwidować unię walutowa, czy chociażby zawęzić grono
państw wchodzących w jej skład, aby zostały w niej kraje o silnych i podobnych
gospodarkach. AfD w pierwszych sondażach zyskuje duże poparcie, choć nie wiadomo jeszcze czy politycy tego ugrupowania będą brali udział w wyborach do Europarlamentu.
Nawet
lewicujący noblista Paul Krugman odradza Polsce przyjęcie wspólnej waluty.
Uważa, że dzięki zachowaniu
złotówek oraz dzięki możliwości elastycznego działania w razie odziaływania różnych
czynników wpływających na zawirowania gospodarcze, Polska uniknęła kryzysu,
który opanował wiele krajów unii walutowej: "W rezultacie w latach, w których do
peryferyjnych krajów Europy napłynęły duże kapitały, w Polsce następowała
aprecjacja złotego (...), a gdy nadszedł kryzys, mogła skorygować szybko realny
kurs jego wymiany"[1].
Utrata
niezależnej polityki pieniężnej sprawiłaby, że Polska straciłaby możliwość reagowania
na asymetryczne wstrząsy. Wspólny bank centralny reaguje tylko na wstrząsy
symetryczne. Poza tym po przystąpieniu Polski do unii walutowej, nastąpiłby
wzrost cen, najbardziej skoncentrowany wśród najpopularniejszych towarów. W dodatku
wystąpiłoby ryzyko przegrzania gospodarki poprzez obniżenie stóp procentowych,
które mogłoby doprowadzić do wzrostu popytu, inflacji i spowolnienia
gospodarczego.
Zauważalny
jest także brak równowagi w państwach strefy euro, zaczyna padać system bankowy
słabszych krajów i ich kapitał zostaje przenoszony do Niemiec. W tych krajach
dochodzi do wielkiej deflacji. Przy różnych zawirowaniach wynikających ze strat
Europejskiego Banku Centralnego, chwieje się eurosystem. Coraz większy wpływ na
EBC posiada Bundesbang.
Gdy
obecnie posługujemy się pieniądzem fiducjarnym i kursy walut są płynne, to
lepszym rozwiązaniem zdaje się być nacjonalizm monetarny. Wtedy kraje
prowadzące twardą i intratną politykę pieniężną, ciągną za sobą resztę krajów,
które starają się do nich równać. W Europie przed powstaniem Euro,
najmocniejszą walutę posiadały Niemcy i to one przodowały w rywalizacji.
Prowadząca
fatalną politykę pieniężną – Francja, może się stać jednym z głównych morderców
unii walutowej. Złe i rzadko wprowadzane w życie reformy powodują pogorszenie
się sytuacji ekonomicznej kraju nad Sekwaną, który coraz bardziej odstaje od
Niemiec. Przez to rdzeń, złożony z tychże dwóch państw, się kruszy i może się
to odbić na strefie euro, która i tak jest z góry skazana na porażkę.
________________________________________________________________________
[1] źródło cytatu: interia.pl
Powyższy tekst jest częścią artykułu, który prawdopodobnie ukaże się w nowym kwartalniku. Więcej informacji przekażę niedługo na profilu na Facebooku:









